Czy życie zmienia sie po raku?

I tak, i nie. Nie wiem, co by się musiało stać, żebym się uduchowiła, przewartościowała wszystko i generalnie stała się lepszym człowiekiem. Nie jestem taka sama, pewne priorytety uległy zmianie – ale u mnie raczej wszystko rozbija się o to, że mniej sprzątam i czuję, że jestem bardziej bezwględna. Głupoty, nie? No w sumie tak. Mniej gryzę się w język, chciałabym bardziej agresywnie brać, co moje i mam wyjebane w to, że od zeszłego roku nie umyłam okien.
Nie przeszłam duchowej przemiany, nie nawróciłam się, nie doceniam każdej chwili tak, jakby była pięknem wcielonym. Poranna kawa nie urasta do rangi mitycznego wydarzenia, a śpiew ptaków nie powoduje, że się wzruszam. Jestem Aśką, która lekko dorosła. Ale w wieku 34 lat to w sumie żaden wyczyn. Że się chce podjąć decyzję, żeby przestać walczyć z samym sobą.
W ogóle to ostatnio doszłam do wniosku, że ludzie za bardzo doszukują się sensu w rzeczach, w których go nie ma. Nie wszystko jest po coś, czasem się po prostu zdarzy i już.
Oczywiście, uważam, że warto romantyzować życie i momenty. Ale nie każdy z nich, nawet nie każde nieszczęście – jest po coś. A ja naprawdę byłam jedną nogą w trumnie, a nie że powiększył mi się niezłośliwy pieprzyk na łopatce.
Gdy byłam chora – chciałam żyć. Teraz mam takie momenty, jak w sumie przed chorobą – że najchętniej wyszłabym z siebie, czy jebnęła wszystkim w pizdu.
Ale to ja. Ja się urodziłam wściekła i pewnie wściekła umrę.
Odbudowa tożsamości
Jeszcze niedawno przeżywałam, że nawroty, że nie wiem, czy coś planować, o Jezu pożałujcie mnie. I przyszedł taki dzień, że wstałam i przestałam to robić. Uznałam, że to takie głupie. A ja nie lubię być infantylna.
Dbam o siebie, ale jak to będzie miało wrócić – to wróci. Wtedy się będę przejmować. Na razie nie ma co myśleć.
Z bycia ofiarą też nic nie ukręcę, więc muszę się wziąć za siebie. I chciałabym być silniejsza, bardziej odważna. Ale taka powinnam stać się już chwilę temu.
Przeczytałam kilka ckliwych artykułów o ŻYCIU PO RAKU i to jest często takie… Pierdolenie. No chyba, że ja jestem jakaś zaburzona, skoro przyszedł dzień, w którym po prostu stwierdziłam, że nie zapomnę, ale nie mogę też rozpamiętywać.
Jedyna szkoda – chciałabym wiedzieć, jeśli by mnie to miało wkrótce jednak wykończyć. Poszłabym w takie tango, jakiego, kurwa, świat nie widział.
To są moje memuary
Każde zdanie na tym blogu jest szczere. Adam nawet stwierdził, że się coraz mniej przejmuje, bo byłam grzeczniejsza. Ale tak to wyglądało – przez ostatni rok: bywało, że się bałam, czasem żałowałam, nawet ze dwa razy to autentycznie chciałam umrzeć. Powagę całej sytuacji trochę wyparłam, żeby iść do przodu – a przemyślałam ją na przełomie roku.
Wyszło z tego tyle, że dziś stwierdzam, że machnęłam już na to ręką. To wszystko, to element mojego doświadczenia. Za dużo rzeczy w życiu już spieprzyłam – żeby jeszcze myśleć o tym.
Więc:
- i tak będę tu pisać, co mi się żywnie podoba. To są moje memuary. Nie podoba się? To przesyłam wirtualnego faka
- jestem w takim miejscu, w jakim jestem. Chciałabym być w innym, ale jak już kiedys pisałam – grasz tylko tymi kartami, które masz. Mi się moje nie do końca podobają, ale gówno mam do wyboru
- przez ostatni rok się zmieniłam. Ale i tak rok do roku się zmieniam. Jak jest intensywniej – to bardziej, jak spokojniej – to mniej. To normalna kolej rzeczy DLA KAŻDEGO. Nie jestem jakimś wyjątkiem.
Dziś jestem w takim miejscu, w jakim jestem. Aż jestem ciekawa, gdzie będę za pół roku. Liczę na to, że gdzieś w fajniejszym – bo w tym to mi się już naprawdę przestało podobać.
Karma nie istnieje
Nie wierzę w karmę. Wierzę za to w głupotę i złe decyzje – bo te dwie rzeczy realnie rozjebaly mi więcej życia niż jakieś mityczne pierdololo.
Gdyby karma istniała, to – na przykład – politycy klepaliby biedę, a ich ciała trawiłby trąd. A jakoś im się zazwyczaj zajebiście dobrze wiedzie (BTW, chętnie przyjmę etat w jakiejś państwowej spółce. Więc jakby co – wiecie, gdzie mnie znaleźć).
No, ale… Lećmy dalej.
Pech też istnieje. Na szczęście pozytywne zbiegi okoliczności także. Więc to daje nam jakąś nadzieję. A przynajmniej taka jest moja filozofia. Że na część rzeczy w swoim życiu mamy wpływ – a na część nie.
I tak to się po prostu kręci, aż w końcu stąd odejdziemy.



