Przemyślenia

Każdy z nas jest energią

Joanna Snopek ·

Każdy z nas jest energią

Człowiek jest energią. A kiedy umiera, ta przestaje napędzać komórki i stajemy się po prostu zgniłym mięsem. Najbardziej w tym wszystkim popieprzone jest to, że wszystko, co mieliśmy nadrukowane na naszym prywatnym twardym dysku – wyparowuje. Choćbyśmy byli najbardziej mądrymi głowami świata i nasza wiedza była wszystkim naokoło naprawdę bardzo potrzebna.

Ale od dygresji zaczęłam, a teraz lećmy dalej – wszystko fajnie, ale chujnia. Jesień. Wspaniała, ale męcząca. Uwielbiam ją za kolory, nawet za ścinający gardło mróz. Nie lubię za to, że często wpędza mnie w coś gorszego niż zwykła melancholia – w jakiś taki stupor. I muszę czekać do wiosny, żeby odtajać.

Szczególnie teraz. Ile to razy byłam już na życiowym zakręcie?

Nie będę liczyć, bo w sumie po co. Fakt jest jeden – nie lubię być w tym miejscu, w którym jestem.

Czyja trawa jest bardziej zielona?

Rozumiem już jednak to, co nie do wszystkich wciąż dociera – że trawa u sąsiada zawsze będzie bardziej zielona. Życie to sinusoida – u każdego. A my u innych znamy tylko część ich historii. Każdy ma jakieś problemy, górki i doliny – nawet, jeśli wydaje się nam, patrząc z boku, że wszystko komuś wychodzi.

Miałam w lecie okazję spotkać kogoś, kto przez cały życie szedł prosto, bo było mu łatwo. A potem się okazało, że życie może wyglądać też inaczej. Szczerze? To chyba najbardziej sfrustrowana osoba, jaką ostatnio zobaczyłam. A żeby tego było mało – ta frustracja wywołała już w niej nienawiść do świata i innych. Bo dlaczego do pewnego momentu było cacy, a potem zrobiło się trudniej, ej?

Niech ktoś zauważy, że ja też mam uczucia

Powiem szczerze – nawet mi jej nie żal. Jestem bezduszna? Może. Ale mnie ludzie też nie żałowali. Jak spotkałam ostatnio znajomą i powiedziałam, że fajnie, ale nie wiem jeszcze, co robić ze świadomością, że to może wrócić, to odpowiedziała, że przecież ona się też może rano nie obudzić, więc w czym ja widzę problem.

Otóż, cholera, ja wiem, że możemy iść ulicą i może w nas wjechać samochód, robiąc z nas na miejscu naleśnik. Ale jeśli ktoś jest normalny – to nie wychodzi z takim lękiem z domu. Jak się żyje, to się żyje – a nieszczęśliwe wypadki to nieszczęśliwe wypadki. Czyli: wstaje się rano, ma się plany, idzie się do przodu.

A ja nie czekam, aż ktoś wjedzie na mnie na chodniku. Ja po prostu nie wiem, czy spychać na tył głowy to, że na 40% mogę mieć nawrót, czy brać to pod uwagę. Więc teksty w stylu „Źle to mają ci, co mają glejaka mózgu” albo „Ja też się mogę rano nie obudzić” – to wsadźcie sobie w dupę.

Znowu umniejszanie. Każdy ma źle, a ja histeryzuję. Jak Aśka jest silna, pomocna i konkretna – to spoko, bo można coś od niej chcieć i tak dalej. Jak Aśka ma uczucia czy wątpliwości – to przecież inni mają gorzej.

Syndrom życia po raku

Według mądrzejszych ode mnie – syndrom życia po raku nie stanowi oficjalnej diagnozy medycznej, ale opisuje złożony zestaw trudności emocjonalnych, fizycznych i psychicznych, których doświadczają osoby po zakończeniu leczenia onkologicznego. Do najczęstszych należą: przewlekłe zmęczenie, lęk przed nawrotem choroby (znany jako syndrom Damoklesa), trudności z powrotem do pracy i funkcjonowania społecznego, a także objawy zespołu stresu pourazowego.

Na tym etapie niezwykle istotne jest wsparcie oraz stopniowe budowanie NOWEJ NORMALNOŚCI – równowagi i poczucia bezpieczeństwa po przebytej chorobie.

Czy mogę mieć syndrom życia po raku?

Widziałam na socjalach gdzieś niedawno wpis jakiejś laski, co czuje po tym, jak wyszła z raka. I ja mam po prostu to samo. W głowie kłębią mi się myśli. Różne. Z częścią pewnie sobie poradzę, resztę oswoję. Jakoś dam radę żyć. Jeśli nie padnę na jakimś nawrocie, to możliwe, że mam jeszcze trochę czasu przed sobą. Pewnie i lepszego, i gorszego – jak to w życiu.

Dlaczego więc ludzie nie mogą zrozumieć tylko tego jednego faktu – że w miejscu, w którym jestem, mam prawo mieć w środku młyn? Chętnie wymienię się na jeden dzień. Komuś na złość. Czy by zrozumiał, że mogę być jeszcze rozbita, jakby dostał na chwilę chociaż mój codzienny dziki taniec ze skróconymi jelitami.

Czy miałby takie: no cóż, faktycznie ma prawo jeszcze nie do końca wiedzieć, jak to ogarnąć. Głowę i ciało w teraźniejszości, a także podejście do tego, co będzie.

Kurwa, ludzie, ja przecież też miałam plany, marzenia, założenia. I teraz to muszę zweryfikować. Z częścią popłynąć z prądem, zobaczyć, co będzie; z pewnymi rzeczami się pogodzić, z innych zrezygnować. Ja wiem – nie ujebało mi ręki, więc jak włosy odrosną, to nie będzie widać. Ale to nie jest tak, że zostałam bez blizn – tych fizycznych i psychicznych.

I na pewno są ludzie, którzy mają gorzej – ale co oni mnie obchodzą, jak ja do przeżycia mam swoje życie, a nie czyjeś?

Podobne wpisy