Marcowe pierdololo

Mamy w domu ze zwierzątek tylko pluszowego kota. A szkoda, bo kociarą jestem maksymalną.
No więc pluszak zyskał imię Marlon Brando, bo pomyślałam przy kupowaniu o scenie z Ojca Chrzestnego. Adam powiedział, że „patrząc na moje preferencje” – to powinien być Marilynem Mansonem, a ja stwierdziłam, że jakbym brała to tymi kategoriami – to nazywałby się Jack Herer.
No. To zaczęliśmy jebnięciem, a potem będzie jeszcze większe grafomaństwo.
Zapraszam więc serdecznie na moje marcowe pierdololo.
Nie lubię mojej strefy komfortu
Jebnął marzec. Szukam w życiu sensu, a w sobie siły. Na razie średnio mi to wychodzi. Strefa komfortu, you know.
Mam wrażenie, że każda decyzja jest tak ciężka jak wejście na Kasprowy. Tym bardziej, kiedy się wie, że przecież można na niego wjechać kolejką.
Chcecie anegdotę? Zagrałam w niej główną rolę i to kompletnie na nieświadomce. A rzecz się faktycznie działa w kolejce na ten szczyt.
Kobieta-taran
Więc, drodzy państwo, udało mi się wejść na prezydenta. I to mimo tego, że dookoła niego stał BOR. Jak tego dokonałam? Otóż jak chcę, jak widać, to potrafię. I jednak umiem iść jak taran do tego stopnia, że włażę na (przynajmniej teoretycznie) najważniejszego gościa w państwie, omijając karków ze 3 razy większych ode mnie.
Andrzej był akurat poszusować na Kasprowym wtedy, kiedy my się tam wybraliśmy. I zjeżdżaliśmy potem ze szczytu w jednym wagoniku. Gdzieś mi mignął, jak przechodził, ale powiem wam szczerze, że średnio to zarejestrowałam, bo wtedy największym problemem dla mnie był oślepiający śnieg, przez co bez przerwy wymieniałam ciemne okulary na korekcyjne. Więc zamiast zajmować się gapieniem na prezydenta, pomstowałam na swoją głupotę. Jeśli jesteś ślepym człowiekiem – to zrób sobie fotochromy. Oszczędzisz sobie durnego żonglowania pinglami.
Kocham okulary. Kupuję je, jak to mówi Adam, totalnie kompulsywnie. Teraz mam 5 par (za mało!), w tym jedne „do sprzątania” i jedne przeciwsłoneczne – i są one absolutnie, kurwa, wspaniałe. Ale mam wrażenie, że jakby szkła się ściemniały i rozjaśniały – to by były jeszcze lepsze. Mogłabym pójść i po prostu wymienić je na inne, ale… no… już za pierwszym razem zrobiłam sobie tam takie szkła, że wywaliłam 9 stów w błoto, bo przyciemniłam je na gradient (co mi się i nie spodobało, i było niepraktyczne), więc poszłam do optyka jeszcze raz i wybrałam full ciemne. Pół roku później się okazało, że to (moim zdaniem) wieśniactwo z tymi szkłami, które są tak ubarwione – to szczyt mody na sezon. Więc przewidziałam trendy, ale chyba do nich nie dorosłam (xD).
Zdarza mi się trafić z modą
Miałam fryzurę Miley Cyrus, zanim gibała się w niej na młocie, a ostatnio zauważyłam, że podniecałam się stylem Carolyn Bessette-Kennedy, zanim wszyscy zaczęli oglądać Love Story.
No więc… Nie podoba mi się ten serial, choć rozumiem, że ma potencjał na zostanie takim guilty pleasure, jak przeglądanie Pudelka. Dlatego, dla własnego bezpieczeństwa, obejrzałam pilot, skrzywiłam się, a potem stwierdziłam, że może to i kogoś odmóżdży (a na pewno zarobi kupę hajsu), ale w całej tej produkcji nie podoba mi się ani Nowy Jork (a chciałam się nim zachwycić), ani Sarah w roli Carolyn, a już najgorsza to jest Naomi Watts jako Jackie. Nie do przełknięcia.
Skądinąd, Jakie zmarła na chłoniaka. Więc macie ciekawostkę, o którą nie prosiliście.
Ale – modową wyrocznią się nie nazwę, bo nawet zepsuty zegarek potrafi wskazywać dobrą godzinę.
Płyńmy do brzegu
Byłam na tomografii. Miałam na 11.15, a o 9.30 byłam już po. Pomyślałam tylko, że jakby z życiem zaczęło mi iść tak sprawnie, jak z badaniami…
Jeszcze w najbliższych dniach: chirurg i poradnia leczenia bólu (if you know what I mean).
Generalnie w życiu bolą mnie 2 rzeczy – miejsce łączenia jelit (szczególnie na zmianę pogody + wtedy blizna swędzi) oraz… dusza. Ale akurat dusza boli mnie, odkąd pamiętam. Raz mniej, raz więcej, ale stale.
Co więcej, ostatnio też mam chyba jakiś rajd hormonalny, bo mam wrażenie, że odstaje mi oponka (wszyscy by powiedzieli, że to urojone, ale ja ją WIDZĘ), a poza tym mam napady płaczu. Choć może nie – płaczu to za dużo powiedziane. Bo ja nie ryczę, ja się po prostu rozklejam. Byle kiedy i nawet bez powodu. Dlatego bardzo się lubię z ciemnymi okularami. Mogę się w nich chociaż odrobinę ukryć przed światem.
Na szczęście wezmę na moje bóle wkrótce lekarstwo. Czy pomoże? Nie. Ten środek najpierw znieczula, a potem uderza. Nie jest jak alkohol, nie zagłuszy – a raczej wszystko wyciągnie. Ale jeśli mam do wyboru brać psychotropy a czuć ten ból, w którym się „spalam” – to zdecydowanie wolę, kiedy boli. Bo jakoś dziwnie to potrafi pchać mnie do przodu.



