Mój subiektywny ranking fryzur

Nie powiem – czuję odrobinę ekscytacji na myśl o tym, że raczej nigdy bym się nie zdecydowała na obcięcie głowy na łyso, a potem przechodzenie przez wszystkie etapy zapuszczania. A potem czuję wkurw na „etap pośredni”, czyli ten między krótką fryzurą, a bobem.
Wynikiem tego jest to, że widzę te negatywy na tyle wyraźnie, że bez przerwy narzekam na moją fryzurę i odbicie w lustrze.
Wyglądałam tak:

A teraz wyglądam tak:

Sorry, Tytus!
Włosy to jednak tylko wycinek całości. Bo to, co czuję, kiedy patrzę w lustro, jest o wiele bardziej skomplikowane.
Jeszcze niedawno – nie lubiłam wszystkiego. Moje ciało i włosy mnie denerwowały, a to, co widziałam w oczach, pozwalało zajrzeć do tego, co w głowie – a to podobało mi się jeszcze mniej.
Teraz jestem na etapie, że ciało zaczęło wracać do siebie (lekka zmiana w diecie), włosy rosną (ale za chuja ich jeszcze nie uczeszę, więc na święta z fryzury będę miała najwyżej jakiś wicher z tyłu głowy, jeśli krzywo ułożę się w nocy na poduszce), a głowa… Na mojej głowie to by się można było doktoryzować. Nie zrozumcie mnie źle – ani nie jestem jakaś wybitnie mądra ani zajebista. Po prostu mam w środku taki bałagan, że hej.
Z drugiej strony – każdy z nas ma w swoim życiu coś takiego, o czym myśli „Ale zajebałem”. No. To ja też mam. Całą długą listę moich błędów, z którymi momentami czuję się jak z kamieniem młyńskim u szyi.
Ale, cholera, miało być o włosach.
Włosy po chemioterapii
Jeszcze z max miesiąc, podejrzewam, i w sumie chyba zacznę wyglądać jak człowiek. Prawda jest taka, że ja w sumie wyglądam dobrze i w krótkiej fryzurze i w dłuższych włosach. Problem polega jednak nie na tym, jak się prezentuję – ale na tym, co na głowie chciałabym mieć.
I fakt, mam teraz taki „striking look”. Odsłonięta twarz i kark są przecież bardzo śmiałe i magnetyczne.
Ale nic nie poradzę na to, że chciałabym mieć dłuższe włosy. Krótkich… nie lubię. Większość życia spędziłam w krótkich, a że mi w końcu totalnie zbrzydły – to przez to zapuściłam dłuższe. I uwierzcie lub nie – ale dopiero wtedy poczułam się ze sobą dobrze. Bo dopiero wtedy zobaczyłam, że nawet ja mogę być eteryczna, miękka i delikatna. Widocznie czasem wystarczy zmienić skorupę na taką, która ci bardziej pasuje. A ja chyba po prostu chciałam być ładna, bo jak byłam młodsza, to się taka nie czułam.
Dziwną mam teraz minę, jak to napisałam, ale to chyba jest fakt. Chciałam być ładna – zapuściłam dłuższe włosy. Poczułam się ładna – więc teraz cierpię, mimo tego, że przecież i tak wyglądam dobrze. Ot, pojebana babska logika.
Miałam każdą długość włosów
A to oznacza od „zera” do takich do połowy łopatek. Więc może nie jestem w stanie zrecenzować długości po pas, ale coś niecoś już wiem. A co myślę?
- ŁYSA GŁOWA – wygodnie, ale momentami – zaskakująco zimno. I chociaż Adam ostrzegał – to i tak się zdziwiłam. Estetyka – to zależy, co kto lubi. Mnie się znudziło w sumie po kilku dniach, choć pamiętam sporo tak bezcennych spojrzeń, że aż warto było wyglądać, jak wyglądałam tylko po to, żeby je zobaczyć. Szok, niedowierzanie i moje ulubione – obrzydzenie. Jakbym wtedy, kurwa, nie wyglądała jak ktoś chory – tylko jak jakaś wyjątkowo brzydka glista, która na złość wypełzła z ziemi by zepsuć dzień jakiemuś estecie. Bo Grażynka zobaczyła łysą babę, więc mnie już nie odzobaczy. No trudno. Ja się też nie odzobaczę już, niestety. Choć – nie wspominam raka. Wczoraj to sobie uświadomiłam. Nie wspominam, bo nie chcę. Część rzeczy zapomniałam, część chyba wyparłam. Nie wiem. Ale nie myślę o tym. Mam inne sprawy na głowie, a nie taplanie się na siłę w swoim bólu. Ból był w trakcie. Wystarczający. Fizyczny i psychiczny. Nawet w myślach nie mam ochoty do tego wracać. A poza tym teraz na tapecie są inne rzeczy. Fryzurę też mam już trochę inną
- KRÓTKIE WŁOSY – niech nikt (szczególnie, jeśli takich nie miał) nie opowiada głupot, że są WYGODNE. Krótkie włosy to ciągły kłopot. Naelektryzowane, gniazdo na głowie, ciężko ukryć bad hair day – jedyny ratunek, to łeb pod zlew i mycie (ale ja mam naturalnie cienkie włosy, może cięższe i grubsze krótkie są lepsze). Jedno wiem na pewno – krótkie włosy to nie jest opcja, która rozwiązuje wszystkie problemy, bo generuje masę nowych. Fajnie, bo szybko umyjesz i wysuszysz – ale często musisz to robić bez przerwy
- „PRZEJŚCIÓWKA” – już nie krótkie, jeszcze nie bob. I ten ciągły dylemat – obciąć i przedłużyć gehennę dochodzenia do boba, czy przejść ją od razu, modląc się, żeby włosy szybciej rosły. Wyglądu nie komentuje, bo jest tragiczny – to taki moment, kiedy liczysz na to, że nie wypadnie ci żadne wesele ani inna ważna rodzinna uroczystość, bo wyjdziesz na zdjęciach jak debil i ktoś to będzie miał, o zgrozo, na pamiątkę na całe życie. I jeszcze innym ludziom to będzie pokazywał. Lepiej nie mieć takiego pecha. Jak mam się przez czyjeś zdjęcia czy filmy przewijać – to tylko w prime time. Więc na pewno nie ta fryzura
- BOB – jak cię umęczy „przejściówka”, to nawet ten najkrótszy jest jak zbawienie – a w miarę, jak włosy rosną i można je już związać – to aż się robi coraz cieplej na serduszku
- DŁUGIE WŁOSY – moje nie były nigdy jakoś szczególnie spektakularne (fajnie nie wiedzieć ponad 30 lat, że to przez gluten i brak odpowiedniego wchłaniania w jelitach), ale no cóż – najlepiej się w nich czuję.
I teraz jeszcze dla jasności – liczę na to, że wszystko odrośnie jak trzeba i dojdę do tego, co lubię najbardziej. Nie zmienia to jednak faktu, że w moim życiu podchodzę teraz do wielu spraw z większym sceptycyzmem – więc wewnętrznie staram się nie ulegać żadnej paranoi.
Gdyby jednak dobrze poszło… To za rok może już będę zadowolona.
Czym dla kobiety jest wygląd?
Dla każdej pewnie czymś innym. Ja mogę wyjść z domu w totalnym worze, nieumalowana, czy niewyspana. Ba! Wychodziłam przecież chora, wymięta i łysa. Nie lubię jednak nie wypełniać w swoich oczach tej wizji, którą mam na siebie. A ja widzę siebie tak, jak wyglądałam, zanim ten cały cyrk się zaczął.
Taka chciałam być wtedy i taka chcę być teraz.
Mam w łazience na widoku moje gumki, spinki, wsuwki… Szkoda, że tych ostatnich używam tylko do zapinania bransoletek.
Ale… No cóż, ponarzekałam. A teraz idę peklować golonkę.



