Przemyślenia

Pustka

Joanna Snopek ·

pustka

Siedzę nad otwartym postem i nie bardzo wiem, co napisać. Pustka. Tyle mam teraz w głowie. I cały problem polega na tym, że nie dotyczy to tylko tego wpisu. Kawa wypita (trzecia!), Pepsi Zero się kończy (słodziki!), a ja błąkam się po Internecie szukając… No czego? Inspiracji? Sama nie wiem. Ale chyba jakiegoś mojego Świętego Graala.

Widziałam już bzdury z Onetu, ze 3 przepisy, odklikałam jakieś oferty na Black Week i zerknęłam, jakie nowe majtki mają w Lounge. Czyli jestem produktywna jak cholera.

Listopad vs listopad

Z czystym sumieniem mogę przyznać, że zmarnowałam rok. I smutna prawda jest taka, że zmitrężę jeszcze pewnie końcówkę listopada i cały grudzień. A jak dobrze pójdzie, to siłą rozpędu dojadę na tym do połowy stycznia.

No chyba, że mnie wcześniej oświeci. A tu prawda jest taka, że to już też znam. Najlepsze pomysły często biorą się „z dupy”.

No, ale… Rok zmarnowany. I to, w moim mniemaniu, bardzo. Choćby z tego względu, że regeneracja ciała i głowy to nie taka prosta sprawa. Najbardziej nie lubię tych momentów, kiedy z niczego jestem tak zmęczona (psychicznie, fizycznie lub oba na raz), że aż nie potrafię opisać tego stanu.

Rok temu, o tej porze, w sumie też byłam już słaba. Ale prędzej przyznałabym przed sobą, że mam depresję, niż że szwankuje mi zdrowie. Czemu? Bo wtedy gorzej czułam się psychicznie niż fizycznie. No, ale okazało się, że nie dostałam depresji, tylko raka. Oba to gówna. Zasadniczo się różnią, ale mam wrażenie, że jak już raz je masz, to zostają z tobą na zawsze.

Czy można wyleczyć się z raka?

Abstrahując od rokowań i możliwości nawrotów (aspektu czysto fizycznego nie rozpatrujemy w tym momencie. Tutaj wpływ na całość mają: styl życia, dieta, stres, czynniki genetyczne i – jak w całym życiu – ta dziwna mieszanina przypadku, pecha i szczęścia, która może być zarówno ekscytująca, jak i tragiczna w skutkach) – ale mam wrażenie, że nigdy do końca w głowie z raka… Nie można się wyleczyć.

Jestem w stanie nie pamiętać, jak czułam się po chemii i za cholerę nie pamiętam angielskiego skrótu mojego chłoniaka, ba – czasem i polska mi się pytla, bo o ile inni mogą powiedzieć: „Miałem/am chłoniaka Hodkina”, to mnie się trafił skurczybyk o tak wyrafinowanej nazwie, że muszę się zastanowić 2 razy, zanim poprawnie ją wyrecytuję – ale tego, że mam w sobie bombę, nie potrafię zapomnieć nawet na moment.

Nie przeszkadza mi, że skrócili mi flaki, że już nigdy nie zjem ciasta drożdżowego, czy nawet, że przeszłam chemię. Przeszkadza mi ta myśl, która swędzi mnie z tyłu głowy: że o ile człowiek nigdy nie może być pewien swojej przyszłości, to ja mam jeszcze większe prawdopodobieństwo katastrofy. A nazywa się ona NAWRÓT.

Nie paraliżuje mi to życia; wkurza mnie myśl, że jeszcze coś może mi to kiedyś opóźnić lub przerwać.

Jak szybko rosną włosy po chemii?

Ostatni raz ogoliłam głowę miesiąc temu. Włosy mają już z centymetr i są, jak na mnie, strasznie ciemne. Ten kolor mógłby zostać ze mną już na stałe, ale podejrzewam, że im będą dłuższe, tym będą robić się jaśniejsze. No cóż, zobaczymy. Kupiłam sobie balaklawę, bo w sumie zawsze chciałam, a jakoś nigdy się nie złożyło. A teraz mam wyjebane. Skoro mogłam wyłazić z domu łysa, to w balaklawie na pewno nie wyglądam gorzej.

Dopiero tak naprawdę kilka dni temu uświadomiłam sobie, jakie to było kozackie, nieprzemyślane i też trochę odważne, żeby wychodzić z domu z gołą głową. No, ale to trochę ja – zrobiłam coś z rozpędu, zanim pojawił się strach, który mógł przecież przyjść, gdybym się nad tym wszystkim zaczęła dłużej zastanawiać.

Nie mogę powiedzieć, że słynę z brawury. Mam w sobie za dużo różnych lęków. Wiem jednak jedno – jak czasem nie do końca pomyślę, a zrobię, to efekty bywają naprawdę zaskakujące. Nie zawsze pozytywne, ale często „dynamicznie wpływają na fabułę”.

Żal mi włosów bardziej niż flaków. Dlaczego? Ich brak był wygodny, a dłuższe lubię – nienawidzę za to etapu pośredniego, czyli tego, który teraz nastąpi i będzie trwał dobrych kilkanaście miesięcy.

Możecie się śmiać, ale nie tak dawno pomyślałam, że jak będę je zapuszczać, to będę chciała nałożyć na łeb torbę z dziurami na oczy nawet bardziej niż wtedy, kiedy nie miałam ich wcale.

Podobne wpisy