Przemyślenia

Teksty, których nie lubię

Joanna Snopek · · aktualizacja:

Teksty, których nie lubię

Postanowiłam, że będę kasować stówę od każdego, kto załamuje nade mną ręce i próbuje mnie pocieszać. Może wtedy, cholera jasna, ludzie przestaną traktować mnie tak, jakbym przeszła lobotomię, a nie miała chłoniaka. 

Przykłady? Proszę bardzo. 

  • Na pewno nie wyjdą ci włosy. – Od chemii, którą dostanę, każdy je stracił, ale moje będą trzymać się skaplu, jakby były PRZYKLEJONE. 

  • Jeszcze zjesz chlebek i pizzę. – Lubię ten tekst, bo w toku badań, jakie przeszłam, pierwszą rzeczą, jaką mi wykryli, była nietolerancja glutenu. Można o niej, wyobraźcie sobie, nie wiedzieć całe życie i sukcesywnie hodować w sobie ciągły stan zapalny. Chłoniak miał fajnie. Oczami wyobraźni widzę to tak, że popatrzył na moje jelita i stwierdził, że są w idealnym stanie, żeby jeszcze dodatkowo zaznaczyć swoją obecność, bo moje węzły chłonne to dla niego za mało. Otóż, drodzy państwo, nie zjem sobie już ani “picki” ani chlebka w formie, o jakiej myślicie, kiedy mi to mówicie. Mogę sobie zjeść wersje bezglutenowe, ciepłą drożdżówką z mąki Basi już mnie nie poczęstujecie. A czy przekonam się do bezglutenowego pieczywa? Na razie jeszcze nie wiem (do tej pory większość próbowanych mi nie smakowała, na razie nie szukam dalej, na pieczenie i kombinowanie nie mam siły, jem inne rzeczy), o pizzy tym bardziej nie myślę. Jestem w stanie zjeść włoski bezglutenowy makaron, który zaskakująco dobrze udaje ten z semoliny (Włosi umieją nawet w taką pastę, bo ją kochają, a jest tam stosunkowo dużo celiaków i bezglutenowców). Makaron jest produkowany przez znaną firmę na “B”, która to ostatnio pojawiła się także w padoku F1 jako sponsor i “oficjalny makaron Formuły 1.” 

  • Jeszcze będziesz pić alkohol. – Tu muszę coś dodawać, czy wystarczy, jak napisze, że stwierdzam, że choćbym była już w remisji, to tego sportu wyczynowego uprawiać nie zamierzam? 

  • Dostałaś nowe życie. – Nie, nie dostałam nowego życia. Nowe życie bym dostała, jakby podczas operacji nie wycięli mi jelita, ale wszczepili jakieś supermoce, a tak się nie stało. Jestem tą samą osobą, skróconą o trochę flaków, z rakiem w węzłach. 

  • Nawet tak nie mów, że myślałaś o śmierci. – To się zamieńmy i zobaczymy, co ty będziesz miał w głowie. Spoiler alert: bywa różnie i nie zawsze nad tym panujesz. 

  • Ty to się za mało przejmujesz, bo z wszystkiego żartujesz. – Płacz i histeria mi nie pomagają, czarny humor tak. 

W ogóle przed operacją robiłam sobie straszne jaja z tego wszystkiego. Guza nazwałam Rafał, niektórzy kręcili głowami, innym się spodobało. A zarzuty o zbyt dobry humor odpierałam tym, że co miałam robić? Mówiłam, że ja już swoją część odwaliłam, wyhodowałam sobie w brzuchu potwora, reszta roboty to była działka chirurga. Już nic nie mogłam, zresztą najciekawszą część przespałam. 

Kiedy bolało, kiedy czas się dłużył – tu byłam obecna, a operacji to mi nawet telefonem zza pleców nie nagrali… Nie wiem, szczerze mówiąc, czy byłabym w stanie ją obejrzeć, ale i tak żałuję, że tej opcji nie miałam. 

Jak mnie otworzyli, to widoki podobno były niesamowite. Minus 44 centymetry jelita cienkiego i minus 16 z grubego. Tekst z badania histopatologicznego, który najbardziej mi się spodobał? Wyrostka robaczkowego nie stwierdzono. Nie dopytałam o to, ale wychodzi na to, że miałam tak zajęte jelita, że niektróre części były już trudne do rozpoznania.

Ale że było źle i trzeba było mnie ciąć DRASTYCZNIE, chirurg opowiedział mi ze szczegółami dopiero na ostatniej wizycie, kiedy już odsyłali mnie do Krakowa do poradni hematologicznej, z chłoniakiem w pakiecie. 

Podobno chłoniak to lepiej niż rak jelita grubego. Osobiście, gdybym mogła wybierać, to sama resekcja jelit by mi wystarczyła. I w sumie dopóki nie wiedziałam, że mam chłoniaka, to szczerze mówiąc, naprawdę wychodziłam z założenia, że to już wszystko, limit chorowania wyczerpałam, bajo i żegnam ozięble. 

A potem czekałam 3 tygodnie na wycinek i byłam tak skupiona na tym, żeby zjeść odpowiednią ilość białka i w końcu się wyprostować, że nawet nie myślałam o tym, że to moje chorowanie dopiero wchodzi w fazę, dzięki której faktycznie się dowiem, jak to jest mieć raka.  

Oczywiście, doświadczenie mam wciąż raczej marne, ale już mogę powiedzieć, że jest to coś, z czym nigdy nie chciałam mieć styczności. Zresztą, jeśli mam być szczera, to do tej pory moją najpoważniejszą chorobą była chyba świnka, którą przechodziłam w dzieciństwie. 

A styl życia? Ćwiczenia, dieta, codziennie kefir, kurkuma i inne bzdety. Nawet do makaronu robiłam sobie surówkę, żeby mi się błonnik zgadzał. A na końcu się okazało, że najsłabszym ogniwem mojego organizmu były jelita, o które tak bardzo dbałam. 

Dobra, w pierś uderzyć się też muszę. W przeszłości paliłam i każdy wiedział, że można się ze mną napić drinka. Moją największą słabością było jednak jedzenie. O tak, to kochałam od zawsze i najbardziej. Jak usłyszałam, że mam nietolerancję glutenu oraz że tomografia prawdopodobnie pokazuje zmianę nowotworową, to w oczach stanęły mi łzy. Tyle, że nowotwór to tak jakoś obok przeszedł, może to jeszcze wypierałam – ale ten gluten uderzył mnie jak obuchem w łeb. Pomyślałam, że jak to, że nie zjem już makaronu, przecież ten bezglutenowy na pewno jest obrzydliwy.

A jaką ja wtedy pielęgniarkę miałam na dyżurze! Zrealizowała chyba każdy krok z poradnika “Jak nie postępować z pacjentem, który usłyszał, że prawdopodobnie ma nowotwór.” Wysłała mnie do kaplicy, bo już to mi tylko pozostało, a potem stwierdziła, że jej siostra młodo na raka odeszła, ale może… ja przeżyję. Kurtyna w dół. 

Super pielęgniarki na swojej drodze spotkałam i wspaniałych lekarzy. Między nimi trafiło się jednak kilka takich wyjątków, że aż mnie krew zalewa. Choćby pan z izby przyjęć, znudzony chyba niedzielnym dyżurem, który mi powiedział, że skoro czekam na gastroskopię, to przecież do tego czasu nie umrę (a tego dnia myślałam, że stracę przez jelito chyba całą krew, jaką w sobie miałam). 

To on jako pierwszy macał mój guz, który wyczułam kilka dni wcześniej po prawej stronie brzucha. Dowiedziałam się wtedy, że jestem szczupła, więc to prawdopodobnie moje jelita się w ten sposób układają. 

Kilka dni później, kiedy znalazłam się na oddziale i zaczęłi robić mi badania, miny personelu medycznego były już całkiem inne. Po USG wszyscy patrzyli na mnie tak, jakbym jedną nogą była już w trumnie. 

To był piątek, a ja do poniedziałku musiałam czekać na tomografię, która pokazała Rafała w pełnej krasie.

Podobne wpisy