Przemyślenia

Wzloty i upadki

Joanna Snopek · · aktualizacja:

wzloty i upadki

Powinnam mieć na czole napisane DEGENERATKA (dziwny jakiś taki ten feminatyw, ale go zostawmy). Porwała mnie ostatnio imprezka. Nie, nie zwykły melanż.

Święta trójca „proracza” to alkohol, cukier i stres. A że czuję stres – no to uciekłam w alkohol i śmieciowe żarcie, żeby trochę nie myśleć, a trochę podładować sobie dopaminę. Proszę Państwa – zgrzeszyłam. Nie powinnam, ale MOGŁAM. Czułam się z tym podle, już jak o tym myślałam; potem źle, kiedy to robiłam; a obrzydzenia do siebie nabrałam na finał.

Moje flaki protestowały tak intensywnie, jakby chciały dobitnie wbić mi do łba, że to co robię, to głupota. I wiecie, co? Zrozumiałam. Ale zanim ktokolwiek zechce mnie pouczać – niech najpierw spojrzy na siebie w lustrze i zapyta swojego odbicia, czy nigdy nie zrobił czegoś, czego absolutnie nie powinien.

scanxiety

Chłopak z wyspy Islay

Raz zobaczysz tę turkusową butelkę i przepadłeś. Rozpoznasz ją potem nawet kątem oka, idąc absolutnym przypadkiem między alkoholami w Auchan, bo po prostu chciałeś skrócić sobie drogę. A jak już tę butelkę dojrzysz, to jesteś ciekaw zawartości.

Prawdziwa zabawa zaczyna się jednak wtedy, kiedy przywozisz ją do domu. Stawiasz ją na blacie i chodzisz dookoła, zastanawiając się, co takiego kryje się w środku, skoro ktoś postanowił ubrać ją w taki fikuśny kubraczek.

Nalewasz jej na 2 palce, jak prawdziwy dżentelmen, a potem dostajesz kopa, bo może i na butelce sugerują, że to prosty miły chłopak, ale prawda jest taka, że w środku jest szkocka, która ma jednak 50 volta.

Bruichladdich Classic Laddie na finiszu ma cię podobno owiewać słonym powietrzem. Mnie jednak zmiotła. Jeśli można zakochać się w whisky, to ja ten moment już przeżyłam.

Za co płacisz, kupując Chivasa?

Za działanie. Bo na pewno nie za smak. Miałam w nim poczuć soczyste sułtanki, a już po 1 łyku powiedziałam do Adama, że za to gówno to żeśmy przepłacili. Prawdopodobnie ktoś by stwierdził, że się nie znam, ale Chivas Regal XV Golden Bottle, która niby miała być niezwykłym doświadczeniem smakowym – po prostu mi nie podeszła.

Zdanie zmieniłam dopiero przy kolejnych drinkach, kiedy przestałam zwracać uwagę na smak, a zaczęłam delektować się tym, jak ta whisky otuliła mnie przyjemną mgłą znieczulenia. Więc na relaks – jest świetna. Ale smakowo do Classic Laddie to – jak dla mnie – to Chivas nawet nie ma startu.

Czy mi lepiej po tym wszystkim? A za cholerę. Alkohol nie rozwiązuje żadnych problemów. Nigdy. A już na pewno nie takie, kiedy upijasz się na smutno.

Żeby to jednak była historia z jakimś morałem, to mogę z czystym sumieniem napisać, że jeśli macie ochotę na fajny alkohol, to turkusowego chłopaka polecam bardzo. Tylko zamówcie sobie w Internecie – bo w niektórych sklepach stacjonarnych, to chyba na głowę upadali z ceną.

A teraz znowu piję kawę

I nawet podzielę się tym, jaką, bo po pierwsze – wspieram lokalną palarnię, a po drugie – jest zajebista.

Jeśli więc lubisz małą czarną albo dowolną wariację na temat kawy – idź na stronę lub podjedź sobie do Mott Coffee, a tam wybierz Coto Brus White Honey.

Jeśli ci nie posmakuje, to chyba jesteś kosmitą.

Smutna prawda na koniec

Każdy ma swój syf i swoje demony. Ja z moimi walczę rękami i nogami, ale czasem idzie mi to jak po grudzie.

Jest koniec roku, zmarnowanego roku. Jak mi różne rzeczy siedziały na głowie i wątrobie, tak mi siedzą. Musiałam jednak przetrawić do końca, że mogę grać tylko tymi kartami, które mam. Innych nie dostanę. A gdzie mnie to zaprowadzi – sama jeszcze nie wiem.

Podobne wpisy