Przemyślenia

Zapach chemioterapii

Joanna Snopek ·

Zapach chemioterapii

Rak śmierdzi. A przynajmniej mój chłoniak robi to na pewno.

Najpierw pociłam się jak świnia, co jest typowym objawem mojego raka. Choćbym 3 razy dziennie wzięła prysznic, wciąż byłam mokra. Czego bym nie robiła, żyłam z ciągłym wrażeniem, że po szyi leci mi woda. Oczywiście zaraz po tym przychodzi myśl, że pewnie śmierdzę jak żul w metrze i wszyscy dookoła to czują. Było to dla mnie straszne uczucie – tym bardziej, że wcześniej słyszałam raczej, że fajnie pachnę.

Coco Mademoiselle. Zapach, którego używam już pewnie z 10 lat z okładem. Widziałam, że ostatnio go odświeżyli, dodając jeszcze więcej cytrusowych nut. Już przebieram nogami, żeby go zamówić. A nawet, jakbym umarła, to każę go sobie włożyć do trumny.

Nie uważam, żeby to było szczególnie ekskluzywne – wydać raz, no maks dwa razy w roku kilka stów na zapach, który się lubi. Ale wracając do tematu…

Gammelfleisch

Pocenie przy chłoniaku to jedno – drugie to zapach ciała po chemioterapii. No i tutaj można podzielić go na 2 etapy – etap apteczny, kiedy śmierdzi się jak szpitalny oddział. Dziwne, ale jeszcze „do zjedzenia” i etap drugi, kiedy dosłownie jebie się zgniłym mięsem.

Szczerze wam powiem, że będąc gdzieś między ludźmi, zdarzało mi się mówić, że jeśli coś im śmierdzi, to na 99% jestem to ja po chemii.

No, ale zgniłe mięso… Tak, serio. Śmierdzi się właśnie w ten sposób. Jak rozkładające się gdzieś w krzakach truchło. Jeśli kiedyś minęliście, na przykład, zdechłego kota na poboczu, to mniej więcej jesteście to sobie w stanie wyobrazić. I na to, to nawet i Chanel nie pomoże. Musi minąć samo. A ty musisz wyjść z założenia, że cię to po prostu sezonuje. Jak stek przed smażeniem.

A jak to mija, to zaczynam wielkie pranie, żeby pozbyć sie tego zapachu z wszystkiego, z czym miałam styczność. Jak łatwo policzyć, do tej pory robilam taki raban 6 razy.

Co po chemioterapii?

„Zrobiłam” 6 pełnych cykli i czekam na PET. Jak dobrze pójdzie, to wyrobią się jeszcze we wrześniu i gdzieś w połowie października dowiem się, czym udało im się mnie odpowiednio wyegzorcyzmować tą chemią.

Nie chcę jeszcze myśleć o tym wszystkim, co będzie, bo czuję się chujowo i dostaję paranoi. W zeszły tygodniu miałam problem z jelitami. Nie został we mnie chyba żaden żywy kosmek we flakach. Nawet nie pytajcie. Szkoda pisać.

Jak flaki się trochę uspokoiły, to wleciały ataki gorąca. No i na razie się tak z nimi staram współegzystować, choć jest to trudne, bo pojawiają się znikąd i o każdej porze dnia i nocy. Także wybudzając mnie ze snu. A że wciąż pamiętam nocne ataki potów z początku chłoniaka, to jak budzi mnie w nocy uczucie gorąca, to moja pierwsza myśl to: „Kurwa, znowu się zaczyna.”

Jak pisałam wcześniej – paranoja. Ale chyba nie trudno mi się dziwić.

Podobne wpisy