Przemyślenia

Życie pół roku po zakończenniu chemioterapii

Joanna Snopek ·

życie pół roku po chemioterapii

Jeśli interesują cię skutki uboczne w trakcie chemioterapii lub skutki uboczne 3 miesiące po zakończeniu chemioterapii – odsyłam do odpowiednich wpisów na blogu. Dzisiaj zajmiemy się bowiem czymś innym.

Zaczniemy od włosów, bo to w sumie – bardzo ważny temat. Przed Wszystkimi Świętymi goliłam głowę po raz ostatni, więc teraz jestem na etapie „ale ta laska się głupio obcięła”.

I szczerze? Uczesałam się w tym tygodniu po raz pierwszy, bo kłaki odrosły mi w końcu na tyle, że mogę już (gimnastykując się przed lustrem i przygryzając z wysiłku język) zrobić sobie FRYZURĘ. Jak użyję małej okrągłej szczotki oraz suszarki, to jakoś jestem w stanie ujarzmić to, co mam na głowie.

Nie mogę też wyjść z podziwu, jak kiedyś mogłam się tak krótko obcinać (a zdarzało mi się). Teraz ta fryzura doprowadza mnie do istnej kurwicy.

Wszyscy mi mówią, że wyglądam świetnie. Ja nie neguję, bo lubię komplementy (a te o wyglądzie to już całkiem. Jestem próżna. Jak to baba). Więc swoje wiem, ale nawet, jeśli wszyscy kłamią – to i tak poprawia mi to humor.

No to myślę, czy nie myślę o raku?

Nie myślę. A potem myślę, bo zakłuje mnie w boku, dostanę 3 sekund potów albo wieczorem swędzą mnie plecy tym dziwnym świądem, który wciąż może występować po chemii, ale który kojarzy mi się z czymś innym.

Więc generalnie… Skutki uboczne wciąż posiadam. Lęki miewam. Ale generalnie to wszystko to mam już po prostu w dupie.

Nie chcę, żeby to wróciło, wypieram że mogłoby – chcę się skupiać na innych rzeczach. I może brzmię teraz trochę, jakbym była niestabilna – no, ale tak to działa. Ze skrajności – w skrajność. I albo to ja taka jestem, albo to normalne. W sumie to chuj mnie to obchodzi. Jak już kiedyś mówiłam – co mi tam o czyjeś cierpienie, jak mam swoje życie.

Jakie życie, taka śmierć

Więc jakby mnie ktoś o to wszystko zapytał, to mam już nawet gotową odpowiedź.

Bo wiecie, co? Życie miałam do tej pory byle jakie – więc trudno, żebym umierała w chwale, jeśli by na to przyszło. Tym bardziej, że wymeldowanie się ze świata w wyniku choroby – nie jest bohaterstwem, choćby było okupione największym cierpieniem. Bo w cierpieniu sensu nie ma (choć znam jeden przypadek, kiedy ktoś umarł tak, jak na to zasłużył – ale na moje zdanie ma wpływ jedynie fakt, że tej osoby – użyję eufemizmu – NIE LUBIŁAM, więc to nakarmiło tylko moją mściwą satysfakcję).

Tak samo, jak mam skwaszoną minę, jak ktoś mówi „walka z rakiem”. To nie był, do cholery, turniej karate. Nie napierdalałam się z nim na pięści ani nawet kijem. Leżałam na kozetce, nudziłam się i słuchałam jak Lindemann śpiewa o lady boy'u, czy tam nawet przeglądałam pudelka. Gdzie wy tu widzicie walkę albo bohaterstwo? Bo ja co najwyżej frustrację i trochę rozrywki. I to takiej niskiej, bo ani nie czytywałam wtedy poezji, uwzniaślając to doświadczenie, ani nie modliłam się na różańcu. A jak ktoś mi pierdolił za głową jakąś smutną historyjkę, to myślałam „No co za głupia cipa”, a nie „Ojejku, jak mi cię szkoda”.

Ale cóż… Ja się generalnie zawsze przyznawałam do tego, że miewam niskie pobudki oraz pierwotne i pozbawione skrupułów instynkty. I ty też je masz. I on, i ona. I każdy, kogo znasz. Tylko ludziom się wydaje, że jak zaprzeczą, że mają w głowie mrok, to inni uwierzą, że akurat oni są tylko dobrzy. No nie są.

Nie jesteśmy kryształowi. I to nawet pomimo tego, że będziemy wszystkich dookoła przekonywać, że jest inaczej.

Tak samo, jak i ja nie jestem tylko i wyłącznie nihilistyczna. Tutaj się przychodzę wyrzygać trochę z życia. Jak mam dobry humor – nucę pod nosem albo sypię głupimi żartami – i wtedy tu nie przyłażę, tylko po prostu cieszę się życiem.

I cały pic polega na tym, że w każdej tej masce jestem w danej chwili sobą – nie udaję, że nie mam różnych twarzy. Choć wiem, że nie każdą z nich chcecie oglądać. Wrażliwej nie widzicie, bo wam nie pasuje. Słabą wolę zostawiać dla siebie. Nie będę jednak udawać, że ich nie mam. Znam wszystkie uczucia. Te fajne, te trudne i te paskudne też.

I właśnie w ramach tych paskudnych wam powiem, że ja też umiem zamknąć oczy i gwizdać beztrosko pod nosem, sprawiając wrażenie ze czegoś nie zauważam. Bo w tym, że jestem podła najpiękniejsze jest to, że jak Kuba Bogu – tak potem Bóg Kubańczykom.

Podobne wpisy